Dobry wieczór :)

Moi mili,
trochę czasu minęło od ostatniej mojej wizyty :)
Wszystkich czekających na moje słowa baaardzo przepraszam.
Sporo okoliczności wpłynęło na to milczenie.
Okoliczności osobistych i nieosobistych.

Musiałam złapać oddech, pobyć sama ze sobą, poczytać, pooglądać, pośpiewać.
By wrócić.
Blogger jednak mocno utrudnia mi pewne działania. W zasadzie od momentu przeprowadzki z wordpressa na własnej domenie (nie wiem, czy to jest przyczyną)? ciągle coś jest nie tak.
To wpis znika ("podczas zapisywania wystąpił błąd"!), to zdjęć nie mogę załadować, to komentarze się nie wyświetlają.
I tu niestety chyba pora pokochać się z wordpressem. Nie chcę, ale muszę, że tak zacytuję jednego z naszych prezydentów ;)
Wordpress jest jednak przychylniejszy pewnym działaniom, co ze smutkiem stwierdzić muszę. Dlatego idę stąd...

Ale będę tam i wszystkich serdecznie zapraszam.
Zmieni się nazwa domeny, miejsce i prawdopodobnie sposób komentowania.
Wiem, że sporo z Was nie lubi disqusa, jednak to jedyna słuszna forma prawdziwej dyskusji na wordpressie. Uwierzcie, że ciągłe wpisywanie imienia, nazwiska, e-maila oraz strony www na dłuższą metę jest uciążliwe. Disqus ułatwia sprawę. Słowo!

Nie zmieni się natomiast formuła blogowania, oraz dojdzie parę bonusów.
Między innymi zakładka o zarządzaniu czasem i może zakładka o stylu, ale nad tym ciągle myślę.
Chcę na pewno, by było bardziej merytorycznie, a nie same pamiętnikarskie utyskiwania nad losem autorki bloga ;)
Zrozumiałam, że czasy osobistych blogów naprawdę już minęły i nigdy nie wrócą.

Jak wszystko będzie gotowe, podlinkuję stronę.
Tymczasem od dawna jestem tu:
https://www.instagram.com/czasodnaleziony/



i od dziś tu:
https://www.facebook.com/czasodnaleziony/

Pozdrawiam,
Monika



fotoszepty

O "Rusałce" bez "Rusałki", za to z białym kwieciem.


Tak, wiem, miała być "Rusałka" w reż. Anny Melikyan.
Tylko ja wciąż zbieram słowa do jutowego worka, by o niej napisać.
To nie jest najpiękniejszy film, jaki w życiu widziałam, 
a mimo wszystko mocno zapadł mi w pamięć. 
Film zapadł, Rusałka zapadła, klamka zapadła.

W przejściu między wiosną a latem stanęłam okrakiem.
Nie planuję jeszcze urlopu, nie szukam bikini, nie chodzę w japonkach.
Za to stokrotki małe i duże... stokrotki lubię i zrywam.





"Rusałka" będzie w weekend. obiecuję ;)

kocham kino

Dwa dni i jedna noc (2015), reż. Jean-Pierre Dardenne, Luc Dardenne.

To długo czy krótko?
Dla Sandry, która musi przekonać współpracowników, by głosowali za jej powrotem do pracy,
tym samym rezygnując z własnych premii tysiąca euro, to paskudny weekend.
Tu sprawdza się powiedzenie, że "czas to pieniądz".
Niestety dosłownie...



Film doceniono na kilku festiwalach, w dużym stopniu doceniłam ja, ale jestem pewna,
że wielu Wam kompletnie nie przypadnie do gustu.
To kino specyficzne.
To kino braci Dardenne, czyli człowiek-jednostka kontra reszta niezbyt kolorowego świata.
Nie trąci Hollywoodem, nie wywalono na niego ośmiocyfrowych kwot,
nie ma tu zawrotnych akcji ani brawurowych popisów aktorskiej szkoły
(choć Marion Cotillard w roli Sandry mocno dźwiga całość na swych wątłych barkach!).
Główna bohaterka ma fryzurę kitkę, chodzi w zwykłej koszulce,
ogląda świat zza brudnej szyby autobusu, siedząc na krzesełku z dermy, czasem podwozi ją mąż.
Została pozbawiona makijażu i poniekąd godności.
Puka do nieznanych drzwi jak Świadek Jehowy i prosi o głos, o poparcie podczas poniedziałkowego
tajnego głosowania w zakładzie. Walka o własne człowieczeństwo często obnaża brak człowieczeństwa
u innych, a pojęcie kapitalizmu i proletariatu nabiera pąsowych rumieńców.

Nie wiem, co zrobiłabym na jej miejscu, ale wiem, że ciągle chodzi za mną ten utwór:

Jeśli widzieliście "Dwa dni i jedną noc" dajcie znać, czy lubicie tego typu produkcje,
czy raczej traktujecie je jako dłużyznę pospolitą, od której należy trzymać się z daleka.

W czwartek "Rusałka" ;)

kocham kino

Sędzia (2014) reż. David Dobkin


Ten film zbudowano na stereotypach, schematach i tendencyjności.
A mimo to wciąga.
Stoimy z boku i obserwujemy kadry z życia rodziny o trudnych i dość tępych relacjach.
Stoimy, obserwujemy, ale nie chcemy wejść do środka wielkiego domu.
Tym bardziej nie chcemy się wtrącać, oceniać i sądzić.
Tu od sądzenia są inni, choć wątek prawniczy wbrew pozorom nie jest tematem wiodącym.

Ojciec i syn - wybuchowa mieszanka genetyczna. Trzej bracia - trzy różne charaktery.
To zdecydowanie film o mężczyznach.
Kobiety pojawiają się śladowo, przy czym jedna nie żyje, druga jest uroczą dziewczynką, trzecia pełną erotyzmu studentką, a czwarta równie dobrze mogłaby się nie pojawić, bo wątek starej miłości, co miała nie zerdzewieć, a jednak zardzewiała w wyniku czasu, mezaliansu i innych niesprzyjających okoliczności, wszystkim się przejadł.

Gra aktorska (pokłon dla Roberta Downeya Jr.), soczyste, inteligentne dialogi, praca kamery, nienachalna muzyka i scenariusz, po prostu dobrze rozpisany scenariusz hipnotyzują.
Są też obrazy mocne, gdzie co wrażliwsze dusze nie raz załkają (tak, tak, w tym ja!) oraz obrazy w humorze maczane.

Porządne kino.
Nie kłamię!




1, 2, 3-4

W następnym odcinku "Dwa dni i jedna noc".

kocham kino

Spotlight (2015) reż. Tom McCarthy.



Tej produkcji nie trzeba chyba nikomu reklamować.
Oscary Oscarami, Złote Globy, BAFTY i inne zgarnięte trofea z pewnością zobowiązują,
ale tak naprawdę to po prostu niezwykle istotny społecznie film na faktach!

Bostońscy dziennikarze śledczy wsadzają kij w mrowisko, poruszając temat pedofilii w Kościele Katolickim.
Próbują dotrzeć do ofiar, są delikatni, lecz zdecydowani.
Próbują dotrzeć do winnych księży.
Czasu mało, przeszkód sporo, jeszcze więcej obaw, strachu i moralnych dylematów.

Tylko po to, by wstrząsająca prawda po tylu wiekach milczenia wyszła na jaw...

Bardzo dobrze skrojony zwiastun niech będzie zachętą dla tych, którzy jeszcze nie widzieli.


video


W następnym odcinku "Sędzia".

kocham kino

Wszystko jest iluminacją (2005) reż. Liev Schreiber

"Byłem zdania, że przeszłość to przeszłość i wszystko to, co nie jest teraz, powinno zostawać pochowane
obok naszych wspomnień. Ale to było przed napoczęciem naszej bardzo sztywnej podróży.
Przed moim natknięciem się na zbieracza, Jonathana Safrana Foera".

Właściwie w tym filmie ujęło mnie wszystko!
Tytuł, temat, dialogi, humor, który z biegiem czasu zanika, gra aktorska
(włącznie z "umysłowo pomyloną służbową suką przewodniczką"), muzyka i fotografie.

Właściwie to ciekawą konwencję ma ten film. Autor (?) podzielił go odręcznym pismem na rozdziały,
wszak powstał na podstawie powieści:
rozdział 1. Uwertura do napoczęcia bardzo sztywnej podróży.
rozdział 2. Napoczęcie bardzo sztywnej podróży.
rozdział 3. Bardzo sztywna podróż.
rozdział 4. Uwertura do iluminacji.
rozdział 5. Iluminacja.

Właściwie to jeden z niewielu filmów, gdzie genialnie przeprowadzona gradacja emocji
wodzi widza za przysłowiowy nos. Śmiejemy się, słuchamy lekkich wschodnich piosneczek,
zwiedzamy urokliwą Ukrainę zza szyby niebieskiego trabanta, uczestniczymy w kuriozalnych scenkach rodzajowych i coraz bardziej poważniejemy.
W tle wdzięczne harmoszki i bałałajki, a w nas skotłowane wrażenia...

Właściwie to film "pierwszej wody"!
Jego treść noszę w sobie już trzeci tydzień.
Jak brzemienna Augustyna.









1, 2-3, 4-5-6

W następnym odcinku "Spotlight".

kocham kino

Notatki o skandalu (2006) reż. Richard Eyre.

"Ojciec zawsze powtarzał zdanie, którą mówią w metrze: Patrz pod nogi!
Chodziło mu chyba o przepaść między życiem, o jakim się marzy, a jakie faktycznie jest".


Trzech bardzo dobrych aktorów w jednym filmie musi oznaczać dobre kino.
Jeżeli dorzucimy do tego reżysera Richarda Eyre'a, nikt już nie powinien mieć wątpliwości,
że powieje dramatem z dokładnie nakreślonymi rysami psychologicznymi bohaterów.
Temat niby wyświechtany.
Kontrowersyjny romans w układzie: Sheba Hart, starsza nauczycielka (Blanchett) uwodzi nieletniego ucznia (Andrew Simpson). Do tego zdradza niezbyt przystojnego, acz inteligentnego męża (Bill Nighy).
Gdy ich tajemnicę przypadkiem poznaje koleżanka z pracy, samotna i zgorzkniała Barbara (Judie Dench), następuje szafowanie emocjami...

Jedna osoba nie potrafi uwolnić się od kolejnej. Jedna osoba coraz bardziej kolejnej potrzebuje.
To uzależnia. Podobnie jak szybki seks gdzieś w tunelach, między pociągami. 
Wygląda na to, że tylko przystojny, o zabójczo pięknym spojrzeniu (matko, jakie on ma oczy!) chłopak umie się zdystansować i nie do końca interesują go neurotyczne obsesje oraz małżeńskie tarapaty dojrzałej kochanki. Tymczasem Barbara obiera skandaliczną strategię, a Sheba wije się pod ciężarem życia jak piskorz.

"Zaczyna do niej docierać, że jej romans był konsekwencją martwego małżeństwa. 
To fikcja podsycana jedynie wspomnieniami martwej chwały. Ludzie latami wegetują u boku partnerów z innej planety, tak bardzo chcemy wierzyć, że znaleźliśmy drugą połówkę. Trzeba odwagi, by umieć oddzielić rzeczywistość od wygody".


To film o ogromnej samotności, która pcha ludzi w różne koleiny zachowań, gdzie na próbę wystawiana jest przyjaźń, rodzina, moralność, lojalność, prawdomówność, zaufanie.
Okazuje się jednak, że z poczucia samotności, tej cielesnej, i tej duchowej
jesteśmy w stanie zdobyć się na wiele desperackich aktów.
Niekoniecznie godnych uznania, ale znajdujących swoje wytłumaczenie.

Ja wytłumaczyłam w tej pogmatwanej historii wszystkich.
Ale ja dość tolerancyjna jestem.
Na ogół.







źródła: 1, 2-4, 5-6

Wkrótce "Wszystko jest iluminacją".

kocham kino

Sufrażystka. reż. Sarah Gavron (2015).

Czytacze Drodzy,
mówiłam, że obejrzałam czternaście filmów w tydzień? Mówiłam. Dokładnie tu.
To teraz o nich opowiem.
"Kobietom brak spokojnej natury i równowagi umysłu, by decydować o polityce.
Jeśli pozwolimy im głosować, zagrozi to strukturze społecznej".

"Sufrażystka" to ciekawa lekcja historii Anglii.
Mamy rok 1912, gdzie pojawiają się ruchy emancypacyjne dążące do społecznych przemian.
Ciężko pracujące kobiety postanawiają wyjść na ulice i zawalczyć o prawo głosu (votes for women).
Zbiorowy dramat solidarności, kilka pojedynczych przypadków oraz tytułowa bohaterka.
Żona i matka.

Jest w filmie pewien dialog, przełomowa rozmowa żony z mężem:
ona: Gdybyśmy mieli córkę, jak miałaby na imię?
on: Margaret, po mojej matce.
ona: I jakie miałaby życie?
on: Takie jak Twoje.
To utwierdza ją w przekonaniu, że musi walczyć. Choć cena batalii jest wysoka.

Mimo iż film ma trochę niespójności, mimo iż momentami bywa przewidywalny,
mimo iż nie pojmuję sztucznego szumu wokół epizodycznej roli Meryl Streep (a kto mnie zna, to wie, że kobietę uwielbiam!), warto go zobaczyć dla ciekawych kreacji (Carey Mulligan, Helena Bonham-Carter czy Anne-Marie Duff) i ładnych zdjęć.
Można pochodzić po londyńskich uliczkach, przejechać się starym piętrowym autobusem,
obejrzeć witryny sklepowe.
Nie będzie to jednak wycieczka ani przyjemna, ani bezpieczna.
Trzeba uważać, by za rogiem nie dostać kamieniem w głowę... niekoniecznie od wojującej partyzantki...








źródła:
1-2, 3, 4-5

W następnym odcinku "Notatki o skandalu".

fotoszepty

Strawberry season.

Maj tego roku był wyjątkowo niełaskawy.
Przyniósł w kraciastej torbie ciężkie chwile, których nie dało się podać dalej.
Trzeba było je przełknąć jak gorzki syrop i popić obficie niegazowaną wodą.

Na szczęście na horyzoncie pojawiły się truskawki.
Prosto z krzaka, z cukrem i 18-procentową śmietaną.

fotoszepty

Między...

Międzyczas między wciąż_życiem a jeszcze_nie_śmiercią to nieforemna luka, którą trudno zapełnić.
Nie mieści się w niej nawet nadzieja, wpychana jak fuga w szczeliny kafli z Olkusza.
Międzyczas pokazuje też jak mało mamy czasu.
By być.
By żyć.
By istnieć.

W ostatnim tygodniu mało mówiłam, za to filmów dużo obejrzałam.
Czternaście w siedem dni.

A teraz czuję słowa kanciaste, co nie dają się ułożyć w zdania wielokrotnie złożone.
Może je zamoczę w misce plastikowej?
Dodam kopru i ukiszę jak ogórki małosolne?
W upały będą jak znalazł..

Ponadto jest maj. Są bzy.
A turkusowe kanki zwiastują lato.





fotoszepty

Fumar Lento Fumo.

po czterodniowej migrenie podnoszę z poduszki ciężką głowę.
słyszę, jak ołowiane żołnierzyki maszerują czwórkami po mojej potylicy.
miarowo.
lewa. lewa. lewa.
doprowadzam się do pionu z pomocą prysznicu, nurofenu i jacobsa.
w lustrze zszarzała twarz, którą najpierw nawilżam, następnie rozświetlam.
kilka wprawnych ruchów pędzlem i róż lądujący w nadmiarze na polikach sprawia,
iż wyglądam jak żywa. szczęśliwa.

czarna sukienka w parze z czarnymi szpilkami dopełniają dzieła.
jestem wyprostowana i pewna siebie.
nawet nie straszny mi fakt, że po raz pierwszy w życiu jestem sędzią stolikowym na Mistrzostwach Polski.







fotoszepty

piątek trzynastego.

dziś obchodzimy rocznicę ślubu.
kalendarze mówią, że drewnianą.
dobrze się nawet składa, gdyż sztućce dla gości również mieliśmy drewniane.




fotoszepty

"życie, życie jest noweeelą".

majówka upłynęła pod znakiem wycieczkowo-remontowym w myśl zasady: przyjemne z pożytecznym.
mamy zatem białe łóżko, trzy białe ściany i jedną w kolorze pejzażu zimowego (tak było napisane na puszce).
osobiście uważam, że to szary, ale nie chcę ujmować polotu kreatywnym pracownikom firmy Śnieżka.

w odświeżonym pokoju myśli mam świeże.
są białe, czyste i wyjątkowo doprecyzowane.



poza tym wczoraj w naszym domostwie emocje sięgały zenitu, gdyż, jak wiemy, była ku-mu-la-cja to-to-lot-ka. dzierżąc w dłoniach sześć kuponów, przetarliśmy z kurzu od dawna nieużywany telewizor i jęliśmy szukać wyników. nikt nie wiedział, gdzie odbywa się losowanie na żywo, więc kluczyliśmy po kanałach cyfrowej telewizji osiedlowej w tę i nazad. z pomocą przyszły internety.
po wstępnej weryfikacji sześciu liczb życie podcięło nam rozpostarte skrzydła
i z łomotem runęliśmy na perski dywan.
wszystkie nasze plany, mówiąc krótko, wzięły w łeb. jeb!



marzenia zamknęłam w szafie, grzecznie odmaszerowałam do łóżka,
łkając w duchu, czemuż to, ach czemuż nie urodziłam się norweską księżniczką.

fotoszepty

wieści kwietniowe, czyli przedmajówkowe

z wieści domowych, to wyprowadzono nam z piwnicy sześć (słownie: sześć) kół letnich,
z czego cztery (słownie: cztery) z oryginalnymi alufelgami francuskiego koncernu samochodowego.
MążWłasny na widok opustoszałego pomieszczenia najpierw zbladł, a potem dostał zapaści.
rano oprzytomniał i wezwał policję, która po dokonaniu wizji lokalnej i stwierdzeniu, że to już któreś z kolei zgłoszenie na tym osiedlu, przytomnie spisała protokół.
na dalszy rozwój wydarzeń w zasadzie nie czekamy, złodziejom natomiast życzymy obfitych obstrukcji
na autostradzie czy nawet nartostradzie.

Światowy Dzień Książki obeszłam. obeszłam również Empik i Matrasa.
w pierwszym złożyłam zamówienie drogą on-line na trzy książki (2+1 gratis),
w drugim skusiłam się od ręki na trzy książki autorstwa jednego autora z Chile.
urzekły mnie tytuły, Was też by urzekły ;)



z przyczyn obiektywno-subiektywnych wciąż nie doprecyzowaliśmy planów majówkowych.
wahamy się, czy spakować kurtki typu shell off oraz czapki uszanki i jechać nad polskie morze,
czy też zostać w domu, ubrać swetry w renifery oraz czapki złożone z gazety wyborczej
i przemalować ściany z białego na biały.
nie powiem, nasze miasto powiatowe oferuje kilka kulturalnych koncertów,
a także wielkie grillowanie przy markecie budowlanym.
i doprawdy nie wiem, co wybrać, co począć, quo vadis, Drogi Pamiętniku?

fotoszepty

zapach kobiety.

ostatnio oglądam dużo filmów, po których trudno mi zebrać myśli,
a co dopiero zdań kilka mądrych napisać.
więc nie piszę.

chodzę natomiast w butach za kostki. wiosną, co wygląda jak jesień. i pachnę strasznie banalnie.
miłością.

słodki to zapach, dziewczęcy i lekki.
zupełnie do mnie niepasujący.


a Ty? czym teraz pachniesz?

fotoszepty

wrocławskie obrazki uliczne.

mężczyzna na pasach.
w jednej ręce trzymał telefon, w drugiej książeczkę do nabożeństwa.
odważnie przemierzał jezdnię na czerwonym świetle.
pewnie Bóg miał go w swojej opiece.

urszulanki.
dwie roześmiane uczennice w biało-granatowych uniformach wybiegły beztrosko
na plac Nankiera.
pewnie czytają Owidiusza w oryginale, pewnie kochają poezję Stachury,
pewnie są dziewicami.

ruski folklor.
zza szyby Cepelii upstrzone matrioszki mrugały do mnie niestarannie namalowanymi oczami.
kupiłabym całe pokolenie kobiet, lecz było zamknięte.

nocą.
miasto wciąga.


*zrobione w Vinyl Cafe Wrocław.

fotoszepty

w marcu jak w garncu.


moje osobiste prognozy pogody nie sprawdzają się podobnie jak te zapowiadane przez uśmiechnięte
panie spikerki o długich nogach i krótkich sukienkach.
nie ma większych zachmurzeń, ale mogłoby się przejaśnić/rozjaśnić/wyjaśnić.

wiosenny deszcz wcale nie jest tak ciepły, choć powinien.
odkręcam kaloryfery do oporu i szuram puchatymi kapciami jak ludzie w domu spokojnej starości.
hektolitry czarnej herbaty z pewnością bezczelnie wysuszają mi skórę,
ale mam kremy. dużo kremów.
na dzień, na noc, na życie.

kocham kino

Dama w vanie, 2015. (The Lady in the Van).


obejrzana dwa dni po premierze, na świeżo, bez wpływu i opinii innych.
wybrana spośród wielu, jakie oferowało kino Nowe Horyzonty.
przetrawiona.
a mimo to, mam z nią problem. z damą właśnie.

sama Maggie Smith znów genialna!* na swoich starczych barkach mistrzowsko udźwignęła tytułową rolę,
a rola ta była niełatwa. 

historia opowiedziana w filmie w dużej mierze zdarzyła się naprawdę.
stara kobieta w starym busie umiłowała sobie malowniczą londyńską dzielnicę artystów na miejsce swojego pobytu. raz po raz przemieszczała się żółtym wehikułem wzdłuż ulicy, aż po pewnym czasie zatrzymała się na podjeździe znanego angielskiego dramaturga, Alana Bennetta.
na piętnaście lat się zatrzymała (!).

bardzo lubię takie kino, w którym niewiele się dzieje.
bardzo lubię takie kino, gdzie muzyka leje się z ekranu jak atłas.
ale samej Damy nie polubiłam. 
mimo kilku wzruszeń (scena z grą na pianinie), starsza pani nie wzbudziła we mnie ani specjalnej litości, ani sympatii. 

słowa, które kłębią mi się w głowie po obejrzeniu całości to: drobnomieszczaństwo, dulszczyzna, brytyjskość, starość, zgorzkniałość, zmęczenie, bieda, ubóstwo, brud, smród. 
i Bóg, który zamieszkując w niektórych siostrach zakonnych, chyba źle wybrał...






źródła zdjęć: 1, 2, 3, 4.

widzieliście? macie odmienne zdanie? ech, pewnie tak ;)
_____________________________________________________

*dwie nominacje za rolę pierwszoplanową (Złoty Glob i BAFTA).


fotoszepty

pięciolinia.


chyba czeka na wiosnę.
jak my wszyscy zresztą.




fotoszepty

ja, kobieta.

próżna bywam.
łaknąca słów, kwiatów i męskiego dotyku.
czarno-biała intymnie.


Zaobserwuj mnie ;)

Subscribe