fotoszepty

od pełnych blichtru Oscarów 2016 do życiowej prostoty.

nie wiem, jak do tego doszło, ale w tym roku zupełnie nie żyłam Oscarami.
nie czekałam z wypiekami na polikach, nie przebierałam nogami z niecierpliwości,
nie miałam żadnych faworytów.
wieczorem poszłam grzecznie spać, rano odczytałam grzecznie werdykty.
większość nominacji nie widziałam, nie mam zdania, nie orientuję się, zarobiona jestem ;)

jednocześnie, Drogi Pamiętniczku, pragnę nadmienić, iż "Syna Szawła" obejrzę, jak tylko dane mi będzie, czyli wówczas, gdy w moim mieście zaprzestaną emitować "Planetę singli" i "Jak to robią single" lub gdy pojawi się w nielegalnych źródłach internetowych, z których oczywiście nie korzystam, ale jak mus to mus.

jednocześnie, Drogi Pamiętniczku, pragnę nadmienić, że gdyby nominowana była Meryl Streep,
to galę z pewnością oglądałabym na nieopłacanym regularnie canale plus, gdyż aktorkę tę wielbię za wszystko i we wszystkim. przysięgam, że nie żartuję!

ponadto wczoraj brałam udział w Biegu Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
biernie i służbowo.
nie dostałam pakietu startowego z koszulką, medalem, płytą z pieśniami patriotycznymi i ostatnim numerem "W sieci" z Bolkiem na okładce.
dostałam za to kiełbasę śląską, którą sobie sama upiekłam nad ogniskiem.
niewykluczone, że dostanę również choróbska jakiego grypopochodnego.
zimno tam bowiem było. i wietrznie.

ponadto czytam "Sztukę prostoty" Dominique Loreau.
po raz drugi zaczynam i tym razem mam nadzieję skończyć, bo bliskie mi są te rewiry.
książka z pewnością otwiera oczy na wiele kwestii...





fotoszepty

cogito ergo sum.

dziś myśli mam sypkie.
jak cukier.

cytaty

Umberto Eco, 1932-2016.


wstyd przyznać, ale jego rzecz "O bibliotece" przeczytałam całkiem niedawno.
piękna miniatura z piękną ironią.
inaczej było z "Imieniem róży". to chłonęłam z wypiekami na twarzy i strachem pod skórą.
po nocach śniły mi się przeraźliwe twarze średniowiecznych mnichów i budził swąd płonących książek.

to bardzo smutne, że odchodzą potężne intelekty tego świata, budujące zaś, że zostają po nich potężne dzieła.

"Czymże jest życie, jeśli nie umykającym cieniem snu?".
                                                                Umberto Eco, Baudolino

pst, zapałka zgasła.

fotoszepty

(foto)relacja z dnia 14 lutego.

święta zakochanych jakoś szczególnie nie celebrujemy, za to mamy kwiatka doniczkowego.
po polsku nazywa się szczawik trójkątny, po łacinie oxalis triangularis.
podobno kwitnie tam, gdzie jest szczęście i miłość.
od paru lat stoi u nas na parapecie i ma się całkiem dobrze ;)

kto chce szczepkę? mogę wysłać poleconym ;)


fotoszepty

w środę popielcową, czyli z pamiętnika katolika.

na pierwsze śniadanie zjadłam kanapkę z baleronem ("synku, tak wygląda baleron"*).
na drugie śniadanie zjadłam gofry z bitą śmietaną, cukrem pudrem oraz swojskim dżemem z rabarbaru.
w ramach zadośćuczynienia kolacji nie zjadłam. oraz nie mogłam, bo wciąż jest mi słodko i niedobrze.
leżę z laptopem na brzuchu i spoglądam w sufit.

zwiędła jemioła uprzejmie prosi o odcięcie.
nikt już się pod nią nie chce całować.


*cyt. "Miś" w reż. Stanisława Barei


kocham kino

"Wielkie oczy" / "Big eyes" (2014) Tima Burtona.


"Wielkie oczy" odbiegają od typowo Burtonowskich surrealistycznych schematów, ale to ładny film.
mamy patriarchat lat 60. Stanów Zjednoczonych, powolny proces emancypacji kobiet,
psychiczną przemoc w rodzinie, a także dużo sztuki i kiczu. są też rajskie Hawaje.
wszystko pokazane w nieco rozmytych, pastelowych barwach.
bajkowa kolorystyka kadrów stoi w opozycji do poważnego tematu filmu, opartego zresztą na faktach.
film bowiem przedstawia losy malarki Margaret Ulbrich (później Keane), która po ucieczce wraz z córką od pierwszego męża wpada we wnyki kolejnego mężczyzny, Waltera Keane'a.
romansowo skrojony początek z upływem czasu pokazuje dramat jednostki.
widzimy żonę-artystkę podporządkowaną niespełnionemu artystycznie mężowi.
ona siedzi zamknięta w luksusowym domu i w oparach terpentyny tworzy specyficzne obrazy dzieci z wielkimi oczami, on je sprzedaje jako swoje, robiąc przy tym zawrotną karierę i zbijając na nich fortunę.
wreszcie nadchodzi moment, kiedy sytuacja wymyka się wszystkim spod kontroli, a tłamszona psychicznie Margaret nie chce dalej żyć w cieniu...
aktorsko pani Keane (Amy Adams) jest w moim odczuciu zbyt ugrzeczniona i mało wyrazista
(pewnie się czepiam, gdyż za tę rolę otrzymała 2 nagrody: Złoty Glob i BAFTA), Pan Keane (Christoph Waltz) wypada zdecydowanie lepiej, acz zdarza mu się popadać w groteskę (scena w sądzie).

film porusza też wiele kwestii związanych z zagadnieniem sztuki: czym tak naprawdę jest artyzm,
kto stoi za tym, by to stwierdzić, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy granica dobrego smaku, co podoba się ludziom i kto ma na to wpływ, dlaczego dla jednych ten sam obraz jest dziełem wybitnym, a dla innych odrażającą amatorszczyzną.

ekscentryczny Tim Burton zrobił film biograficzny i co za tym idzie, swoją wybujałą wyobraźnię trzymał mocno na smyczy. fani jego twórczości mogą czuć przez to mały niedosyt, mnie się spodobał.
tak najnormalniej jak tylko można.
nacieszyłam swoje WIELKIE OCZY przyjemnymi kadrami, zobaczyłam kawałek amerykańskiego świata sprzed pięćdziesięciu, sześćdziesięciu laty, pozaglądałam dzieciom w ich ogromne oczyska, poobserwowałam mechanizm artystów i krytyków, posłuchałam cudnej Lany Del Rey i pozachwycałam się ówczesną modą (szczególnie sukienkami koleżanki Margaret, Dee-Ann).

nie odurzyłam się temperami. 
Ty pewnie też się nie odurzysz.





do posłuchania soundtrack: Lana Del Rey "Big Eyes".
do obejrzenia strona malarki, gdzie znajduje się większość jej prac: Margaret Keane
źródła zdjęć: 1, 2, 3-5

widzieliście? macie planach?

fotoszepty

zielono mi.

styczeń zamykam niejako z ulgą, bo bez postanowień noworocznych.
w pewnym wieku takie nabieranie siebie samej na plewy jest mało poważne
i tylko później człowiekiem niepotrzebnie targają wyrzuty.
bo miał przeczytać 7 książek w błękitnej okładce, ale w bibliotece były tylko turkusowe.
bo miał zacząć chodzić regularnie na jogę, ale zajęcia przenieśli trzy ulice dalej i to już za daleko.
bo miał się uśmiechać do świata, ale zapomniał i pół miesiąca chodził naburmuszony.

tymczasem w lutym.
w lutym zaprosiłam do domu wiosnę.




Zaobserwuj mnie ;)

Subscribe