"Wielkie oczy" / "Big eyes" (2014) Tima Burtona.

czwartek, lutego 04, 2016


"Wielkie oczy" odbiegają od typowo Burtonowskich surrealistycznych schematów, ale to ładny film.
mamy patriarchat lat 60. Stanów Zjednoczonych, powolny proces emancypacji kobiet,
psychiczną przemoc w rodzinie, a także dużo sztuki i kiczu. są też rajskie Hawaje.
wszystko pokazane w nieco rozmytych, pastelowych barwach.
bajkowa kolorystyka kadrów stoi w opozycji do poważnego tematu filmu, opartego zresztą na faktach.
film bowiem przedstawia losy malarki Margaret Ulbrich (później Keane), która po ucieczce wraz z córką od pierwszego męża wpada we wnyki kolejnego mężczyzny, Waltera Keane'a.
romansowo skrojony początek z upływem czasu pokazuje dramat jednostki.
widzimy żonę-artystkę podporządkowaną niespełnionemu artystycznie mężowi.
ona siedzi zamknięta w luksusowym domu i w oparach terpentyny tworzy specyficzne obrazy dzieci z wielkimi oczami, on je sprzedaje jako swoje, robiąc przy tym zawrotną karierę i zbijając na nich fortunę.
wreszcie nadchodzi moment, kiedy sytuacja wymyka się wszystkim spod kontroli, a tłamszona psychicznie Margaret nie chce dalej żyć w cieniu...
aktorsko pani Keane (Amy Adams) jest w moim odczuciu zbyt ugrzeczniona i mało wyrazista
(pewnie się czepiam, gdyż za tę rolę otrzymała 2 nagrody: Złoty Glob i BAFTA), Pan Keane (Christoph Waltz) wypada zdecydowanie lepiej, acz zdarza mu się popadać w groteskę (scena w sądzie).

film porusza też wiele kwestii związanych z zagadnieniem sztuki: czym tak naprawdę jest artyzm,
kto stoi za tym, by to stwierdzić, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy granica dobrego smaku, co podoba się ludziom i kto ma na to wpływ, dlaczego dla jednych ten sam obraz jest dziełem wybitnym, a dla innych odrażającą amatorszczyzną.

ekscentryczny Tim Burton zrobił film biograficzny i co za tym idzie, swoją wybujałą wyobraźnię trzymał mocno na smyczy. fani jego twórczości mogą czuć przez to mały niedosyt, mnie się spodobał.
tak najnormalniej jak tylko można.
nacieszyłam swoje WIELKIE OCZY przyjemnymi kadrami, zobaczyłam kawałek amerykańskiego świata sprzed pięćdziesięciu, sześćdziesięciu laty, pozaglądałam dzieciom w ich ogromne oczyska, poobserwowałam mechanizm artystów i krytyków, posłuchałam cudnej Lany Del Rey i pozachwycałam się ówczesną modą (szczególnie sukienkami koleżanki Margaret, Dee-Ann).

nie odurzyłam się temperami. 
Ty pewnie też się nie odurzysz.





do posłuchania soundtrack: Lana Del Rey "Big Eyes".
do obejrzenia strona malarki, gdzie znajduje się większość jej prac: Margaret Keane
źródła zdjęć: 1, 2, 3-5

widzieliście? macie planach?

You Might Also Like

17 komentarze

  1. Nie widziałam, ale z racji reżysera mam w planach. Jedyne co do tej pory widziałam to te obrazki, takich oczu się nie zapomina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda. wielkie oczy, smutne, przenikliwe.

      Usuń
  2. widziałam)) uwielbiam tima od zawsze od soku z żuka chyba..))
    i masz rację obraz ten nieco odbiega od pozostałych ale to film biograficzny i temat poważniejszy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda. i jeszcze dodam, ze ona mnie wkurzała swoja naiwnością i głupotą...a jego rola doskonała!!

      Usuń
  3. Widziałam, polecałam już u siebie , chyba jakieś pół roku albo więcej temu ;)
    Swietny film!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widziałam. Mam w planach. Jak wiele innych obrazów, więc nie nadążam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj znam to uczucie. i z filmami, i z książkami.

      Usuń
  5. To chyba z założenia nie był film do odurzania się. Nie było ani hollywoodzkiej pompy, która czasem przyćmiewa wartość samą w sobie, ani też świętej trójcy kinematograficznej - przekonującej obsady, błyskotliwego scenariusza i zjawiskowej "scenografii".
    Tym niemniej to przyjemny film. Przewidywalny i dość płaski, ale przyjemny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubię odpoczywać (ja i moje oczy) od tej hollywoodzkiej pompy właśnie, dlatego takie obrazki to przyjemna odskocznia.

      Usuń
  6. Do obejrzenia :) Tim Burton, sztuka, i te wielkie oczy, które na długo zapadają w pamięć - zdecydowanie do nadrobienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja lista "do nadrobienia" wciąż i wciąż się wydłuża. obecnie powinnam oglądać jeden film dziennie, co jest raczej awykonalne ;)

      Usuń
  7. Przyznam, że nieco rozczarowała mnie Amy Adams w tej roli, bo to właśnie ze względu na nią obejrzałam "Big Eyes" (no i oczywiście Burtona). Kiecki kapitalne, fakt, Lana senno-efemeryczna też ok. "Szału nie ma. Wstydu też nie." - że pozwolę sobie cudzosłowić Miłoszewskim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o to to, dobrze pan Zygmunt prawi, a Ty za nim ;)

      Usuń
  8. Mnie nie porwał. Jakośtam charakterystyczny i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba nikogo nie porwał, niemniej w odbiorze był przyjemny.

      Usuń

dziękuję za chwile, które Wam kradnę ;)

Zaobserwuj mnie ;)

Subscribe