fotoszepty

w marcu jak w garncu.


moje osobiste prognozy pogody nie sprawdzają się podobnie jak te zapowiadane przez uśmiechnięte
panie spikerki o długich nogach i krótkich sukienkach.
nie ma większych zachmurzeń, ale mogłoby się przejaśnić/rozjaśnić/wyjaśnić.

wiosenny deszcz wcale nie jest tak ciepły, choć powinien.
odkręcam kaloryfery do oporu i szuram puchatymi kapciami jak ludzie w domu spokojnej starości.
hektolitry czarnej herbaty z pewnością bezczelnie wysuszają mi skórę,
ale mam kremy. dużo kremów.
na dzień, na noc, na życie.

kocham kino

Dama w vanie, 2015. (The Lady in the Van).


obejrzana dwa dni po premierze, na świeżo, bez wpływu i opinii innych.
wybrana spośród wielu, jakie oferowało kino Nowe Horyzonty.
przetrawiona.
a mimo to, mam z nią problem. z damą właśnie.

sama Maggie Smith znów genialna!* na swoich starczych barkach mistrzowsko udźwignęła tytułową rolę,
a rola ta była niełatwa. 

historia opowiedziana w filmie w dużej mierze zdarzyła się naprawdę.
stara kobieta w starym busie umiłowała sobie malowniczą londyńską dzielnicę artystów na miejsce swojego pobytu. raz po raz przemieszczała się żółtym wehikułem wzdłuż ulicy, aż po pewnym czasie zatrzymała się na podjeździe znanego angielskiego dramaturga, Alana Bennetta.
na piętnaście lat się zatrzymała (!).

bardzo lubię takie kino, w którym niewiele się dzieje.
bardzo lubię takie kino, gdzie muzyka leje się z ekranu jak atłas.
ale samej Damy nie polubiłam. 
mimo kilku wzruszeń (scena z grą na pianinie), starsza pani nie wzbudziła we mnie ani specjalnej litości, ani sympatii. 

słowa, które kłębią mi się w głowie po obejrzeniu całości to: drobnomieszczaństwo, dulszczyzna, brytyjskość, starość, zgorzkniałość, zmęczenie, bieda, ubóstwo, brud, smród. 
i Bóg, który zamieszkując w niektórych siostrach zakonnych, chyba źle wybrał...






źródła zdjęć: 1, 2, 3, 4.

widzieliście? macie odmienne zdanie? ech, pewnie tak ;)
_____________________________________________________

*dwie nominacje za rolę pierwszoplanową (Złoty Glob i BAFTA).


fotoszepty

pięciolinia.


chyba czeka na wiosnę.
jak my wszyscy zresztą.




fotoszepty

ja, kobieta.

próżna bywam.
łaknąca słów, kwiatów i męskiego dotyku.
czarno-biała intymnie.


fotoszepty

migrena.

moja przyjaciółka na WhatsApp oznajmiła mi, że od kilku dni boryka się z fryzurą.
ja z fryzurą nie borykam się wcale, gdyż na ogół nie posiadam żadnej.
natomiast od kilku dni borykam się z migreną.
kto ma, ten wie, jak wyglądają wtedy noce i dnie.
kto nie ma, niech cieszy się ze stanu rzeczy i pacierz czasem odmówi w podzięce.

w związku ze związkiem obecnie znajduję się w fazie nadziei (nie mylić z przy nadziei).
z naiwnością dziecka kładę się wieczorem spać, licząc na to,
że po przebudzeniu głowę będę mieć lekką i pełną marzeń.



* "Czerwony balonik" został zakupiony drogą internetową wraz z "Czerwonym latawcem"
i stanowią duet lub jak kto woli, dyptyk. wiszą na ścianie naszego domostwa, przywołując nieskomplikowaną radość.

Zaobserwuj mnie ;)

Subscribe