fotoszepty

Strawberry season.

Maj tego roku był wyjątkowo niełaskawy.
Przyniósł w kraciastej torbie ciężkie chwile, których nie dało się podać dalej.
Trzeba było je przełknąć jak gorzki syrop i popić obficie niegazowaną wodą.

Na szczęście na horyzoncie pojawiły się truskawki.
Prosto z krzaka, z cukrem i 18-procentową śmietaną.

fotoszepty

Między...

Międzyczas między wciąż_życiem a jeszcze_nie_śmiercią to nieforemna luka, którą trudno zapełnić.
Nie mieści się w niej nawet nadzieja, wpychana jak fuga w szczeliny kafli z Olkusza.
Międzyczas pokazuje też jak mało mamy czasu.
By być.
By żyć.
By istnieć.

W ostatnim tygodniu mało mówiłam, za to filmów dużo obejrzałam.
Czternaście w siedem dni.

A teraz czuję słowa kanciaste, co nie dają się ułożyć w zdania wielokrotnie złożone.
Może je zamoczę w misce plastikowej?
Dodam kopru i ukiszę jak ogórki małosolne?
W upały będą jak znalazł..

Ponadto jest maj. Są bzy.
A turkusowe kanki zwiastują lato.





fotoszepty

Fumar Lento Fumo.

po czterodniowej migrenie podnoszę z poduszki ciężką głowę.
słyszę, jak ołowiane żołnierzyki maszerują czwórkami po mojej potylicy.
miarowo.
lewa. lewa. lewa.
doprowadzam się do pionu z pomocą prysznicu, nurofenu i jacobsa.
w lustrze zszarzała twarz, którą najpierw nawilżam, następnie rozświetlam.
kilka wprawnych ruchów pędzlem i róż lądujący w nadmiarze na polikach sprawia,
iż wyglądam jak żywa. szczęśliwa.

czarna sukienka w parze z czarnymi szpilkami dopełniają dzieła.
jestem wyprostowana i pewna siebie.
nawet nie straszny mi fakt, że po raz pierwszy w życiu jestem sędzią stolikowym na Mistrzostwach Polski.







fotoszepty

piątek trzynastego.

dziś obchodzimy rocznicę ślubu.
kalendarze mówią, że drewnianą.
dobrze się nawet składa, gdyż sztućce dla gości również mieliśmy drewniane.




fotoszepty

"życie, życie jest noweeelą".

majówka upłynęła pod znakiem wycieczkowo-remontowym w myśl zasady: przyjemne z pożytecznym.
mamy zatem białe łóżko, trzy białe ściany i jedną w kolorze pejzażu zimowego (tak było napisane na puszce).
osobiście uważam, że to szary, ale nie chcę ujmować polotu kreatywnym pracownikom firmy Śnieżka.

w odświeżonym pokoju myśli mam świeże.
są białe, czyste i wyjątkowo doprecyzowane.



poza tym wczoraj w naszym domostwie emocje sięgały zenitu, gdyż, jak wiemy, była ku-mu-la-cja to-to-lot-ka. dzierżąc w dłoniach sześć kuponów, przetarliśmy z kurzu od dawna nieużywany telewizor i jęliśmy szukać wyników. nikt nie wiedział, gdzie odbywa się losowanie na żywo, więc kluczyliśmy po kanałach cyfrowej telewizji osiedlowej w tę i nazad. z pomocą przyszły internety.
po wstępnej weryfikacji sześciu liczb życie podcięło nam rozpostarte skrzydła
i z łomotem runęliśmy na perski dywan.
wszystkie nasze plany, mówiąc krótko, wzięły w łeb. jeb!



marzenia zamknęłam w szafie, grzecznie odmaszerowałam do łóżka,
łkając w duchu, czemuż to, ach czemuż nie urodziłam się norweską księżniczką.

Zaobserwuj mnie ;)

Subscribe