kocham kino

Spotlight (2015) reż. Tom McCarthy.



Tej produkcji nie trzeba chyba nikomu reklamować.
Oscary Oscarami, Złote Globy, BAFTY i inne zgarnięte trofea z pewnością zobowiązują,
ale tak naprawdę to po prostu niezwykle istotny społecznie film na faktach!

Bostońscy dziennikarze śledczy wsadzają kij w mrowisko, poruszając temat pedofilii w Kościele Katolickim.
Próbują dotrzeć do ofiar, są delikatni, lecz zdecydowani.
Próbują dotrzeć do winnych księży.
Czasu mało, przeszkód sporo, jeszcze więcej obaw, strachu i moralnych dylematów.

Tylko po to, by wstrząsająca prawda po tylu wiekach milczenia wyszła na jaw...

Bardzo dobrze skrojony zwiastun niech będzie zachętą dla tych, którzy jeszcze nie widzieli.




W następnym odcinku "Sędzia".

kocham kino

Wszystko jest iluminacją (2005) reż. Liev Schreiber

"Byłem zdania, że przeszłość to przeszłość i wszystko to, co nie jest teraz, powinno zostawać pochowane
obok naszych wspomnień. Ale to było przed napoczęciem naszej bardzo sztywnej podróży.
Przed moim natknięciem się na zbieracza, Jonathana Safrana Foera".

Właściwie w tym filmie ujęło mnie wszystko!
Tytuł, temat, dialogi, humor, który z biegiem czasu zanika, gra aktorska
(włącznie z "umysłowo pomyloną służbową suką przewodniczką"), muzyka i fotografie.

Właściwie to ciekawą konwencję ma ten film. Autor (?) podzielił go odręcznym pismem na rozdziały,
wszak powstał na podstawie powieści:
rozdział 1. Uwertura do napoczęcia bardzo sztywnej podróży.
rozdział 2. Napoczęcie bardzo sztywnej podróży.
rozdział 3. Bardzo sztywna podróż.
rozdział 4. Uwertura do iluminacji.
rozdział 5. Iluminacja.

Właściwie to jeden z niewielu filmów, gdzie genialnie przeprowadzona gradacja emocji
wodzi widza za przysłowiowy nos. Śmiejemy się, słuchamy lekkich wschodnich piosneczek,
zwiedzamy urokliwą Ukrainę zza szyby niebieskiego trabanta, uczestniczymy w kuriozalnych scenkach rodzajowych i coraz bardziej poważniejemy.
W tle wdzięczne harmoszki i bałałajki, a w nas skotłowane wrażenia...

Właściwie to film "pierwszej wody"!
Jego treść noszę w sobie już trzeci tydzień.
Jak brzemienna Augustyna.









1, 2-3, 4-5-6

W następnym odcinku "Spotlight".

kocham kino

Notatki o skandalu (2006) reż. Richard Eyre.

"Ojciec zawsze powtarzał zdanie, którą mówią w metrze: Patrz pod nogi!
Chodziło mu chyba o przepaść między życiem, o jakim się marzy, a jakie faktycznie jest".


Trzech bardzo dobrych aktorów w jednym filmie musi oznaczać dobre kino.
Jeżeli dorzucimy do tego reżysera Richarda Eyre'a, nikt już nie powinien mieć wątpliwości,
że powieje dramatem z dokładnie nakreślonymi rysami psychologicznymi bohaterów.
Temat niby wyświechtany.
Kontrowersyjny romans w układzie: Sheba Hart, starsza nauczycielka (Blanchett) uwodzi nieletniego ucznia (Andrew Simpson). Do tego zdradza niezbyt przystojnego, acz inteligentnego męża (Bill Nighy).
Gdy ich tajemnicę przypadkiem poznaje koleżanka z pracy, samotna i zgorzkniała Barbara (Judie Dench), następuje szafowanie emocjami...

Jedna osoba nie potrafi uwolnić się od kolejnej. Jedna osoba coraz bardziej kolejnej potrzebuje.
To uzależnia. Podobnie jak szybki seks gdzieś w tunelach, między pociągami. 
Wygląda na to, że tylko przystojny, o zabójczo pięknym spojrzeniu (matko, jakie on ma oczy!) chłopak umie się zdystansować i nie do końca interesują go neurotyczne obsesje oraz małżeńskie tarapaty dojrzałej kochanki. Tymczasem Barbara obiera skandaliczną strategię, a Sheba wije się pod ciężarem życia jak piskorz.

"Zaczyna do niej docierać, że jej romans był konsekwencją martwego małżeństwa. 
To fikcja podsycana jedynie wspomnieniami martwej chwały. Ludzie latami wegetują u boku partnerów z innej planety, tak bardzo chcemy wierzyć, że znaleźliśmy drugą połówkę. Trzeba odwagi, by umieć oddzielić rzeczywistość od wygody".


To film o ogromnej samotności, która pcha ludzi w różne koleiny zachowań, gdzie na próbę wystawiana jest przyjaźń, rodzina, moralność, lojalność, prawdomówność, zaufanie.
Okazuje się jednak, że z poczucia samotności, tej cielesnej, i tej duchowej
jesteśmy w stanie zdobyć się na wiele desperackich aktów.
Niekoniecznie godnych uznania, ale znajdujących swoje wytłumaczenie.

Ja wytłumaczyłam w tej pogmatwanej historii wszystkich.
Ale ja dość tolerancyjna jestem.
Na ogół.







źródła: 1, 2-4, 5-6

Wkrótce "Wszystko jest iluminacją".

kocham kino

Sufrażystka. reż. Sarah Gavron (2015).

Czytacze Drodzy,
mówiłam, że obejrzałam czternaście filmów w tydzień? Mówiłam. Dokładnie tu.
To teraz o nich opowiem.
"Kobietom brak spokojnej natury i równowagi umysłu, by decydować o polityce.
Jeśli pozwolimy im głosować, zagrozi to strukturze społecznej".

"Sufrażystka" to ciekawa lekcja historii Anglii.
Mamy rok 1912, gdzie pojawiają się ruchy emancypacyjne dążące do społecznych przemian.
Ciężko pracujące kobiety postanawiają wyjść na ulice i zawalczyć o prawo głosu (votes for women).
Zbiorowy dramat solidarności, kilka pojedynczych przypadków oraz tytułowa bohaterka.
Żona i matka.

Jest w filmie pewien dialog, przełomowa rozmowa żony z mężem:
ona: Gdybyśmy mieli córkę, jak miałaby na imię?
on: Margaret, po mojej matce.
ona: I jakie miałaby życie?
on: Takie jak Twoje.
To utwierdza ją w przekonaniu, że musi walczyć. Choć cena batalii jest wysoka.

Mimo iż film ma trochę niespójności, mimo iż momentami bywa przewidywalny,
mimo iż nie pojmuję sztucznego szumu wokół epizodycznej roli Meryl Streep (a kto mnie zna, to wie, że kobietę uwielbiam!), warto go zobaczyć dla ciekawych kreacji (Carey Mulligan, Helena Bonham-Carter czy Anne-Marie Duff) i ładnych zdjęć.
Można pochodzić po londyńskich uliczkach, przejechać się starym piętrowym autobusem,
obejrzeć witryny sklepowe.
Nie będzie to jednak wycieczka ani przyjemna, ani bezpieczna.
Trzeba uważać, by za rogiem nie dostać kamieniem w głowę... niekoniecznie od wojującej partyzantki...








źródła:
1-2, 3, 4-5

W następnym odcinku "Notatki o skandalu".

Zaobserwuj mnie ;)

Subscribe